© 2019 by Yestem

ANIA BRZEZIŃSKA

To było zderzenie czołowe żuka z maluchem, którym jechałam wtedy ja, mama i moja siostra. Miałam 11 lat. Przez trzy dni byłam w śpiączce, straciłam czynności życiowe. Nie wiadomo było czy z tego wyjdę. Reanimowano mnie, podawano adrenalinę. To dlatego nie mogłam potem spokojnie oglądać Pulp Fiction i sceny gdzie Mia Wallace dostaje dawkę adrenaliny prosto w serce. Gdy wybudziłam się ze śpiączki nie pamiętałam ani wypadku, ani tego co wydarzyło się kilku minut sprzed nim. To „wymazanie” powodowało, że przez lata różne sytuacje, czasami drobne, powodowały u mnie lęk. Największym z nich był lęk przed zasypianiem, ale nie łączyłam tego w bezpośredni sposób z wypadkiem. Któregoś wieczoru oglądałam film Olivera Stone'a "World trade center". Przełomowym momentem była scena kiedy do uwięzionego pod gruzami strażaka ktoś krzyczy: "nie zasypiaj, nie zasypiaj". Doznałam olśnienia. Przypomniało mi się kilak sekund z wypadku sprzed lat! Zobaczyłam jak jadę karetką, pochyla się nade mną lekarz i krzyczy: nie zasypiaj, nie zasypiaj. Pamiętam wszystko bardzo dokładnie, jego strój, jego twarz. Koniecznie chciałam porozmawiać o tym z mamą. Była 3 nad ranem, więc czekałam do rana. Powiedziała, że dokładnie tak to było. Od tamtej pory strach przed zasypianiem odszedł, a ja zastanawiam się jak to jest z tą pamięcią. Dlaczego usuwane są z niej niektóre zdarzenia, dlaczego powracają i oczywiście dlaczego przy akurat tak słabym filmie? Tej samej dobry, gdy wróciła mi pamięć, zadzwonił do mnie mój kolega Maciek. Poprosił o pomoc w odstawieniu do warsztatu pod Warszawą samochodu. Zgodziłam się, choć nie lubię jeździć. Zostawiliśmy auto Maćka i wracaliśmy razem trasą gdańską. Na wysokości Łomianek zatrzymałam się na światłach, ale samochód który jechał za mną już nie. Wjechał w nas, złamał ośkę. Byłam w szoku. W karetce opowiedziałam sanitariuszce o tamtym traumatycznym zdarzeniu sprzed lat, wymazywaniu, powrotach. A ona zatrzymała karetkę przed wjazdem do szpitala i poprosiła, żeby Maciek otworzył schowek na naszymi głowami. Posypały się pluszowe misie – takie, jakie dziś daje się dzieciom po wypadkach, żeby zniwelować wstrząs. Być może gdybym dostała takiego misia wtedy, moja pamięć nie spłatałaby mi takiego figla? Kto wie? Miało być o zmianie. I jest. Bo zmiana to coś czego się obawiamy, często nagłego, niespodziewanego. Takie właśnie były moje wypadki. To też coś, co pomimo obaw jakie niesie, zmienia życie na lepsze. Czasem najlepsze – Maciek jest dziś moim mężem.

Wróć do TWÓRCZA ZMIANA