© 2019 by Yestem

Nie boję się żyć.

Bycie liderem to... Odpowiedzialność, dawanie przykładów, inspirowanie, ale przede wszystkim budowanie zaufania i zespołu

 

Kiedy myśle dobry zespół, to wyobrażam sobie grono ludzi, którzy razem chcą pracować, ale również spędzać wolny czas, bawić się. Zawsze bezinteresownie pomogą.

 

Moje największe osiągnięcie, jeszcze jest za małe aby o nim mówić.

 

Konkurentom zazdroszczę... niczego. Konkurentów podziwiam i jeżeli robią dobrą robotę, biorę z nich przykład i inspiruję się ich pracą.

 

Potrzebuję kreatywności gdy... czasem warto odpuścić okres gdzie szuka się kreatywności, może to chwila, którą powinnismy poświecić na wyłączenie myślenia, bo potem najczęściej czeka nas niespodzianka w formie góry pomysłów.

 

Rzeczy niemożliwe w moim życiu... nie istnieją. Możesz wszystko co chcesz, problem w tym, że większość nie wie co chce.

 

Inspiruje mnie to, co mnie otacza wokół.

 

Znajomym polecam cieszyć się małymi rzeczami. Słońcem, zaczerpnięciem świeżego powietrza w lesie, uśmiechem drugiej osoby.

 

Brakuje mi odwagi, gdy jestem krytykowana.

 

Czuję, że mam podcięte skrzydła, kiedy wokół mnie nie ma miłości.

 

Nie boję się... żyć.

 

Zawsze znajdę czas na... spotkanie z przyjacielem.

 

Szkoda mi czasu na oglądanie TV, obgadywanie i narzekanie.

 

Gdybym cofnęła sie o 10 lat...niczego bym nie zmieniła... Wydarzenia w życiu to kropki, które łącza się w wartościowe lekcje, dzięki którym jesteśmy mądrzejsi.

 

Marzenia są do spełniania. Ale warto wiedzieć, które marzenia spełniać i czy one na pewno przyniosą szczęście.

 

Academy of Hasten

Rozmowa z Jarosławem Kamińskim, pisarzem, scenarzystą, autorem m.in. powieści „Wiwarium” i „Rozwiązła”.

Zmiana, czyli wieczny powrót

…czy wróci?

Szansa zawsze istnieje. Choć nie wiem tego na pewno. Wycofał się z życia publicznego. A z pewnością nie należy do tych, którzy dokonują zmiany geograficznej, żeby uniknąć zmiany duchowej. W takim razie powrót byłby testem szczerości tej pracy wewnętrznej.  Ale mówimy o specyficznej postaci…

 

…postaci literackiej. Bohaterze twojej powieści pt. „Wiwarium”.

Bruno Winnicki jest politologiem, gwiazdą medialną, człowiekiem ze szczytów władzy. Może nie politycznej, ale intelektualnej z pewnością.   

Chociaż świetnie ustawiony w życiu, dokonuje zmiany.

Na początku zdawałoby się bez większych konsekwencji. Zatrzymuje się. Zamiast biegu od studia telewizyjnego do studia radiowego, od sali wykładowej, od kongresu naukowego do kongresu partii politycznej -  zaczyna kwestionować nie tylko otaczający świat, ale przede wszystkim siebie. Swoje miejsce w świecie.

 

Co otwiera go na zmianę?

Wydarzenia historyczne. Powieść opowiada o doświadczeniu duchowym jakim był dla Winnickiego rok życia po katastrofie w Smoleńsku.

 

Potrzebował dopiero wstrząsu jakim była ta tragedia, żeby coś się w nim zmieniło?

Częsty przypadek: zewnętrzne wydarzenie musi potrząsnąć człowiekiem, żeby włączyła mu się refleksja. Ale to tylko początek, punkt wyjścia zmiany. Reszta zależy od człowieka.

 

Co odkrywa Winnicki kiedy zaczyna kwestionować siebie?

Pyta na czyich warunkach znalazł się na szczytach władzy intelektualnej. Czy na pewno na własnych?  A co jeśli jego sukces nie był jego zasługą, ale efektem działania energii społecznych?

 

Jakie to siły?

Siły wojny kulturowej. A wojna… cóż, może z punku widzenia intencji ścierających się sił chodzi o dobro kraju. Dla mnie sprawa o którą walczą strony sprowadza się do alternatywy:  czy mamy stać się nowoczesnym krajem jak inne, bez żadnej specyfiki, bez balastu przeszłości czy  nowoczesnym krajem z zachowaniem całej swej wyjątkowości nawet za cenę nieprzystawalności do innych nowoczesnych społeczeństw. W rzeczywistości to walka o ideologiczną dominację nad społeczeństwem.  Winnicki brał udział w tej wojnie. Kiedyś opowiedział się po jednej ze stron.

 

Winnicki chce być wolny. Jedną z przeszkód, którą napotyka na drodze swojego wyzwolenia jest specyficznie rozumiana powtarzalność...

Zgadza się. W wojnie kulturowej najlepiej sprawdzają się stare idee. Są znane, uznane, otoczone swoistą mitologią. Nieustanne odwoływanie się do idei z przeszłości Bruno Winnicki nazywa nieco prześmiewczo „Wiecznym Powrotem Idei”. Właśnie teraz możemy być świadkami przyśpieszenia tego procesu: powrót nacjonalizmu, koncepcji „Polski dla Polaków”, Polskich wpływów od morza do morza, Polski jako przedmurza cywilizacji łacińskiej… To wszystko są stare idee, które wracają. A wydawało się, że zostały na dobre rozbrojone i odstawione do Księgi Guinnessa poronionych idei.

 

Winnicki czepia się tylko prawicowych idei?

Czepia się idei dominujących w polskim społeczeństwie i jego historii. Idei, które zaważyły również na życiu Winnickiego.

  

No dobrze, powiedzmy, że ci wierzę. Wieczny Powrót Idei… Co w tym złego?

Niby nic, prawda? Lubimy piosenki, które już znamy. Sprawa jest jednak poważniejsza. Wielki Powrót Idei oznacza wchodzenia w te same tryby myślenia, co w przeszłości. Wiarę, że świat się nie zmienia i na nowe pytania wystarczą stare odpowiedzi. W ten sposób odwracamy się plecami do teraźniejszości i całkowicie zamykamy na przyszłość.  A ona raczej nadejdzie i dla osób nieprzygotowanych duchowo nie będzie to miła konfrontacja.

 

Czy rzeczywiście wyjście z tego zaklętego kręgu idei oznacza wyzwolenie?

To początek dochodzenia do wewnętrznej wolności Czy pełna wolność jest w ogóle możliwa? Dla Winnickiego to utopia, uciekający wciąż przed nami horyzont. Dlatego ma skromniejsze ambicje. Zaczyna od uświadomienia sobie wpływających na niego sił...

 

A kończy?

Na swoistym oczyszczeniu umysłu z tych ograniczających go idei. Ale nie tylko. Bardzo uważa, żeby „puste miejsce” po nich nie zajęło jego ego. Przeciwnie, otwiera się na Innego.

 

Kim jest ten Inny?

W dzisiejszej Polsce może to być na przykład uchodźca, który zjawia się niezapowiedziany ze swoimi przyzwyczajeniami, religią, kulturą, obyczajami. 

Oczyszczenie, otwarcie na Innego przez „pomniejszenie siebie”, to doświadczenia z pogranicza wiary, rodzaj ćwiczeń duchowych. Bruno Winnicki dociera do nich poprzez wizje, nieoczywiste obrazy. To miejsce, do którego nawet autor powieści nie ma bezpośredniego dostępu. I jak każdy czytelnik musi się zmagać z wydobyciem pełnego sensu tego doświadczenia.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Grupa Wydawnicza Foksal

 

foto: Andrzej Georgiew

Robię swoje!

Yestem szczęściarą, bo robię w życiu to, co kocham, czyli rozmawiam z ciekawymi ludźmi i piszę.

 

Byłam kiedyś Agentką ds Obsługi Pasażerskiej, marketingowcem, handlowcem, PR-owcem, copywiterką i niczego nie żałuję. To historia mojego życia, dzięki niej dzisiaj jestem bardziej świadomą kobietą, dziennikarką, pisarką.

 

Moje największe osiągnięcie mam nadzieję, że jest jeszcze przede mną. A do tej pory to fakt, że z nikim się nie ścigam, nie zazdroszczę, nie rywalizuję i robię swoje.

 

Znajduję odwagę do podejmowania wyzwań w sobie. A znajduję ją dzięki bliskim, którzy mnie wspierają.

 

Żałuję, że… nie, niczego nie żałuję… Może trochę tego, że życie jest takie krótkie.

 

Potrzebuję kreatywności, gdy muszę napisać nowy tekst, przeprowadzić kolejną rozmowę. O wszystkim już napisano, teraz to tylko kwestia „jak” o tym napiszesz.

 

Rzeczy niemożliwe w moim życiu zawsze potrafiłam odróżnić od marzeń, które mogę spełniać. Wybieram cel i po kolei realizuję go krok po kroku, codziennie robię coś, co mnie do niego przybliża.

 

Inspiruje mnie drugi człowiek. Inspirują mnie silne kobiety, utalentowane, zmotywowane, odważne, aktywne, przedsiębiorcze, z pasją. Lubię z nimi rozmawiać i o nich pisać.

 

Brakuje mi odwagi… już chyba nie brakuje mi odwagi. Z wiekiem stajemy się odważniejsi... w pracy i w relacjach. Czasem tylko po prostu nam się nie chce.

 

Czuję, że mam podcięte skrzydła, gdy sama sobie to robię. Tylko nasze własne przekonania mogą nas zniechęcać i ograniczać.

 

Mam wsparcie w moim mężu, rodzicach, przyjaciółkach, znajomych…

 

Największą nagrodą dla mnie są czytelnicy

 

Nie boję się wychodzić ze swojej strefy komfortu, potrzebuję tego. Stanie w miejscu w sferze zawodowej sprawia, że zaczynam panikować.

 

Zawsze znajdę czas na rozmowę z bliskimi.

 

Szkoda mi czasu na: bezmyślne oglądanie telewizji, salony spa.

 

Gdybym cofnęła się 5 lat do tyłu, to niczego bym nie zmieniła.

 

Gdy myślę o tym, co będzie za pięć lat, to widzę siebie na wieczorze autorskim, czytającą fragmenty swojej książki i tłumy czytelników.

 

Sukces to osiąganie własnych celów. Nie cudzych wyobrażeń.

 

Marzenia są po to, żeby je spełniać (trochę wyświechtane, ale prawdziwe).

 

http://anowa.pl

Wywiad z Michałem Misztalem, Partnerem Zarządzającym AIP Region Mazowsze

Kierunek Syberia!

Bycie liderem to umiejętność przewodzenia innym ludziom w taki sposób żeby własnym przykładem pociągać ich do realizacji swoich, ale także ich celów. Zespół, który w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości stworzyliśmy, z jednej strony realizuje cele biznesowe, związane z rozwojem organizacji ale z drugiej strony czuje na sobie odpowiedzialność za realizowanie rzeczy społecznie potrzebnych. Połączenie tych dwóch aspektów jest dla mnie bardzo ważne. Napędza mnie.

 

Kiedy myślę dobry zespół, to myślę o nim jak o organizmie, który przez większość czasu może funkcjonować sprawnie ale zdarzają się sytuacje gdy coś szwankuje. I wówczas sam potrafi uzupełniać te elementy, które nie funkcjonują prawidłowo. Na przykład gdy zabraknie w zespole osoby odpowiedzialnej za jakieś zadanie, ktoś inny o podobnych kompetencjach zastępuje ją. 

 

Moje największe osiągnięcie to sukcesy firm, które w Inkubatorach wspieramy w ich działaniach.

 

Konkurentom zazdroszczę wolnego czasu. 

 

Potrzebuję kreatywności gdy napotykam na problem, z którym nie spotkałem się do tej pory. Mimo tego, że w Inkubatorach pracuję już 10 lat, ciągle zdarzają się takie sytuacje, które mnie zaskakują. Nowe firmy dołączające do nas mają swoje problemy, z którymi dotąd się nie spotkaliśmy. Teraz gdy przedsiębiorców, którymi się opiekujemy w AIP Warszawa jest ponad 600 pojawia się potrzeba zapoznania ich ze sobą. Szukając sposobu, by to zrealizować, jeden z naszych pracowników wpadł na pomysł wykorzystania formuły "speed dating" do poznawania się. Ten autorski pomysł nazwany został "speed biznes" i okazał się bardzo skuteczną i atrakcyjną formą wymiany informacji i kontaktów. Do tej pory odbyło się 10 takich spotkań, w których wzięło udział kilkaset osób.

 

Rzeczy niemożliwe w moim życiu... Lubię myśleć, że nie ma takich rzeczy. To, że nie znam rozwiązania danego problemu teraz, to nie znaczy że nie znajdę go za tydzień lub miesiąc.

 

Inspirują mnie ludzie, którzy są w stanie podążyć za swoją pasją, marzeniami. Są w stanie zaryzykować i rzucić się w wir tworzenia czegoś nowego. 

 

Znajomym polecam uprawianie sportu. Zwłaszcza drużynowego.

 

Brakuje mi odwagi gdy muszę powiedzieć coś, czego ta druga osoba nie chce usłyszeć.

 

Czuję, że mam podcięte skrzydła kiedy na czymś bardzo mi zależy, a to nie wychodzi. Bardzo to przeżywam i frustruję się. Wówczas wielkim wsparciem jest dla mnie żona. 

 

Nie boję się realizować własnych marzeń. Mam plan odwiedzić razem z żoną Syberię i Afrykę. Wbrew pozorom są to bardzo podobne do siebie rejony. Dzikie i odludne. Tam można zobaczyć rzeczy, które wyglądały tak samo 300 i 400 lat temu.

 

Zawsze znajdę czas na sport. 

 

Szkoda mi czasu na robienie prostych, powtarzalnych czynności w życiu zawodowym. Nie lubię tracić czasu na formalności i procedury.

 

Gdybym cofnął się 10 lat do tyłu, to nic bym nie zmienił. Przez te 10 lat poznałem fantastycznych ludzi i wiele się nauczyłem. To była i jest dla mnie świetna przygoda.

 

Marzenia są motywatorem do działania.

 

https://inkubatory.pl

Wywiad z Zuzanną Warowną Toruńską, Dyrektor Zarządzającą Ogilvy & Mather Polska

Nigdy mi nie odbija.

Bycie liderem to duża odpowiedzialność i jeszcze większa przyjemność, wymaga pewności siebie, otwartości, czasem podejmowania niepopularnych decyzji.

(Kiedy myślę) dobry zespół to ludzie, którzy nie myślą tak samo, ale tacy, którzy mają wspólny cel. Nie szukam ludzi do mnie podobnych, ale takich, którzy mogą wnieść jakąś wartość i którzy nie będą mechanicznie przytakiwać nawet, jeśli się z czymś nie zgadzają.

Moje największe osiągnięcie. Ojej, trudno wyróżnić jedno. Myślę, że udało mi się zrobić dużo fajnych rzeczy. Mam! Największym osiągnięciem jest na pewno to, że niezależnie od wszystkiego nigdy mi nie odbija i wartości, które wyniosłam z domu, są wciąż najważniejsze. Jestem normalna w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Konkurentom zazdroszczę.  Niczego nie zazdroszczę – naprawdę! Mogę ich czasem za coś podziwiać, lubie ich szanować, czasem mogą inspirować, ale na pewno nie lubie się ścigać. Konkurencja nie jest mi potrzebna do tego, żeby być lepszym – jeśli się ścigam to sama ze sobą, bo jestem najbardziej krytycznym recenzentem samej siebie.

Potrzebuje kreatywności, gdy mam przekonać jamnika mojego taty do spaceruw deszczowy dzień. Uparta mała bestia!

Rzeczy niemożliwe w moim życiu. Z założenia ich nie ma :) urodziłam się z przepełniającym mnie w 200% poczuciem, że jeśli nie ja, to nikt. Dlatego też jak sobie czasem wzdycham, że przecież chciałam zostać światowej sławy tenisitką, zaraz dochodzę do wniosku, że najwidoczniej nie chciałam tego wystarczająco mocno!

Inspiruje mnie właściwie wszystko i każdy i to mnie przeraża, bo czasem czuję się ‘przebodźcowana’. Mam nadzwyczaj rozwinięte wszystkie zmysły – czuję bardzo intensywnie, a to niewyczerpane źródło pomysłów. Wystarczy mieć czas na realizację.

Znajomym polecam gdzie powinni pojechać na wakacje albo pójść na obiad. Od kiedy pamiętam interesowały mnie hotele i restauracje, aż jakiś czas temu założyłam bloga, żeby dzielić się informacjami w bardziej oficjalny sposób.

Nie boję się ‘nowego’. Wręcz przeciwnie – jak tylko czuję, że zbliża się ‘strefa komfortu’, szukam czegoś, co będzie wyzwaniem. Wtedy się rozwijam i mam nadzieję, że nigdy nie przestanę. Nie boję się też, że mi zabraknie pomysłów – boje się, że nie zrealizuje nawet 50%, bo mi czasu zabraknie.

Czuję, że mam podcięte skrzydła, kiedy mimo ogromnego wysiłku i wypróbowania wszystkich możliwych opcji nie udaje mi się dojść z kimś do porozumienia. Zarządzanie ludźmi postrzegam jako źródło największej satysfkacji i największych rozczarowań– w tym drugim wypadku głównie samą sobą, bo wychodzę z założenia, że na pewno mogłam zrobić coś lepiej.

Zawsze znajdę czas dla rodziny. Nie ma dla mnie niczego ważniejszego na świecie.A czas jest z kolei najcenniejsza rzeczą, jaką można dać ludziom, których się kocha.

Szkoda mi czasu na rozmowy z ludźmi, którzy są nieszczerzy a myślą, że są super sprytni i na pewno uda im się mnie oszukać.

Gdybym cofnęła się 10 lat do tyłu to miałabym 29 lat :)

Marzenia są konieczną częścią mojego życia. I czasem je realizuję. A czasem pozostają marzeniami.

 

OgilvyMather Warszawa

 

mój blog: pozytywnie-subiektywnie

Wywiad z Marią Wilczewską, 18 października, 2015

Korale w ilościach XXL

Jestem rewolucjonistką walczącą ze sobą o siebie i o swoje marzenia...

Byłam pod ścianą. Pod ścianą niezadowolenia ze swojej pracy, bez pomysłu na to, co dalej, życiu w przekonaniu, że poza dotychczasową pracą, jako przedstawiciel medyczny, nie będę robić już nic innego. To była do pewnego momentu bardzo rozwijająca praca, wiele mnie nauczyła, szczególnie w kontaktach międzyludzkich. Ale 9 lat to bardzo dużo. Dużo czasu spędzonego w aucie, w przychodniach, w oczekiwaniu na spotkanie z lekarzem. Praca pod dużą presją sprzedażową. Byłam numerem w korporacji. Nie było tam Marii Wilczewskiej. Tak to czuję.

Moje największe osiągnięcie jeszcze przede mną, ale duże osiągnięcie to znalezienie odwagi do zmiany z etatu na pracę dla siebie, czyli tworzenie biżuterii. Dużym osiągnięciem jest bieganie maratonów.

Znajduję odwagę do podejmowania wyzwań, gdy spotykam inspirujących ludzi, którzy nie boją się wyzwań, realizują swoje marzenia. Wtedy przypominam sobie, że to ja decyduję o moim życiu, ja – i nikt inny. Jeśli ja nie podejmę wyzwania, to nic sięw moim życiu nie wydarzy. Będę nadal w tym samym miejscu i będę myśleć wciąż tak samo. A tego nie chcę.

Żałuję, że czasami nie wierzę w siebie tak, jak powinnam.

Potrzebuję kreatywności, gdy... Codziennie potrzebuję kreatywności. Po to, by siebie wyrazić. Mam pragnienie, ażeby kobiety przestały bać się kolorowych pereł w ilościach XXL. Chcę odczarować ich kojarzenie pereł z leciwymi ciociami i babciami. Przecież korale mogą być świetnym dodatkiem do codziennego stroju!

Rzeczy "niemożliwe" w moim życiu. To podchwytliwe słowo. Na chwilę obecną niemożliwe wydaje mi się przebiegnięcie "Biegu Rzeźnika" w Bieszczadach. 70 km po górach. Ale chcę spróbować tego za rok. Może...

Inspiruje mnie… Inspirują mnie moje przyjaciółki - aktywne, przedsiębiorcze kobiety. Inspirują mnie również gazety i blogi modowe. No i oczywiście sklepy z materiałami, do których uwielbiam zaglądać. Tam czas staje w miejscu. Inspirują mnie też rozmowy z ludźmi i - tu nie będę oryginalna - podróże.

Brakuje mi odwagi, aby tupnąć nogą, kiedy coś mi się nie podoba, gdy znajduję się w sytuacji dla mnie mało komfortowej.

Czuję, że mam podcięte skrzydła, kiedy słyszę pytania: „Czy już sprzedajesz swoje korale?”, „Dlaczego zrezygnowałaś z ‘pewnego’ etatu?”, „Czy to, co robisz, wystarczy na ‘godne życie’?“. Wtedy wątpię w siebie i trzeba sporo wysiłku, żebym wróciła do stanu właściwego. Do stanu pozytywnego widzenia przyszłości.

Mam wsparcie w przyjaciołach i w moim partnerze. Często o tym, co zamierzam zrobić, opowiadam bliskim. Potrzebuję tego opowiadania o moich planach i zamierzeniach, staje się to bowiem rodzajem zobowiązania. Motywuje mnie to realizacji swoich planów. Nie migać się od nich. Słowo wypowiedziane ma wielką moc. Wiem, że będę z niego rozliczona i tym bardziej chcę doprowadzić cały plan do końca. „Wsparcie“ mam też w bieganiu. Dla mnie to forma medytacji. Gdy jestem w „impasie myślowym“, zakładam adidasy, idę do lasu pobiegać. I po tych kilkunastu kilometrach jest mi znacznie lepiej. Znajduję rozwiązanie dla męczącego mnie problemu.

Nagroda dla mnie to… kolejna zadowolona użytkowniczka mojej biżuterii. Miłe słowo na temat mojego rękodzieła albo kilkudniowy wyjazd poza Warszawę.

Nie boję się... zmian, oraz tego, że stracę wsparcie w bliskich mi osobach.

Zawsze znajdę czas na bieganie i robienie biżuterii.

Szkoda mi czasu na rozmowy o niczym. Na spotkania z ludźmi, którzy są wampirami energetycznymi, na bezczynność, na przesiadywanie w Internecie – chociaż trzeba przyznać, że czasem bywa bardzo inspirujący. Szkoda mi czasu na obrażanie się i dąsanie, chociaż trochę to lubię...

Gdybym cofnęła się o 5 lat, bardziej skupiłabym się na sobie, a nie na konwenansach, na tym, co pomyślą o mnie inni. Gdybym się spotkała z Marią sprzed 5 lat, powiedziałabym jej: „Ej, dziewczyno uwierz trochę w siebie i nie oglądaj się na innych!“.

Gdy myślę o tym, co będzie za 5 lat, to chciałabym, aby Maria Wilczewska kojarzyła się z kolorową, odważną, niepowtarzalną biżuterią. Chciałabym mieć swoją pracownię. W niej zaś, oprócz biżuterii, chciałabym szyć torby, które uwielbiam, oraz sukienki, takie szalone, jak z lat 50-tych, 60-tych, bardzo kobiece, kolorowe.

Sukces to zwolnienie siebie z myślenia nakazowego. Przymusowego. Sukcesem jest myślenie, że mogę robię to, co chcę. Sukcesem będzie, jeśli sprawię, że zmniejszy się opór wśród Polek do dużej, kolorowej biżuterii. Chciałabym, żeby nie bały się wyrazistych bransolet, korali, broszek i wisiorów. Teraz chętnie wyrażają swój podziw i zainteresowanie dla moich projektów, ale wybierają dyskretną i delikatną biżuterię. Warto być kolorową i wyróżnić sięz tłumu. Fajnie byłoby, gdybym zmieniła sposób myślenia kobiet o dodatkach do stroju. Sukcesem będzie, jeśli moja biżuteria trafi na łamy magazynów modowych dla kobiet.To będzie coś!

Marzenia są potrzebne, żeby być szczęśliwym i żeby iść do przodu. Nawet, jeśli wydają się początkowo nie do zrealizowania. Chcę żeby moja biżuteria była sprzedawana za granicą, w Londynie, Barcelonie czy w Paryżu. Wiem, to odważne marzenie, ale i ja teraz jestem odważna.

Słabość jest potrzebna, żeby nie być ideałem. Mogą to być słodycze lub gorszy dzień. Uważam, że to jest potrzebne do zrównoważonego, zdrowego życia. Ta słabość jest potrzebna także dla innych. Mamy często idealny obraz drugiej osoby i gdy zobaczymy, że ma ona jakąś słabość, to staje się dla nas bardziej ludzka, bliska. Dlatego bez wyrzutów sumienia pozwalam sobie na gorszy dzień. I pół tabliczki czekolady.https://www.facebook.com/wilczewska.maria

Please reload